Rozszerzona wersja życiorysu Ewy

PEŁNY, W MIARĘ MOŻNOŚCI, ŻYCIORYS EWY FELIŃSKIEJ

Ewa Wendorffówna urodziła się 26 grudnia 1793 roku we wsi . Jej rodzice, Zofia z Sągajłłów i Zygmunt Wendorff należeli do ubogiej szlachty.

Rodzina Wendorffów jest rdzennie polską, wbrew obcemu brzmieniu nazwiska. Początek swój bierze od Wierzby, którym to mianem nazwany został naczelnik rodu, który wsławił się w bitwie za kraj, bijąc się w „Wierzbną niedzielę”[1]. Potem jeden z członków owego rodu osiadł w Czechach, na Morawach. Dzięki zasługom, oddanym cesarzom rzymskim, jego potomkowie uzyskali szlachectwo niemieckie, oraz przydomek „de Wendorff” od posiadłości przez nich zamieszkałej (wg samej Ewy Felińskiej).

„Rodzina szlachecka, szczególnie po reformach agrarnych (…) uległa pewnym zmianom. Osłabienie lub zupełna ruina dotychczasowych podstaw egzystencji wymagały radykalnej nieraz zmiany trybu życia i sposobu zapewnienia dochodów. Brak wykształcenia fachowego u większości szlachty zmuszał zubożałych do chwytania się najrozmaitszych zajęć, od pracy fizycznej, przez zajęcia w administracji, w kantorach fabrycznych, bardzo często na kolei itp. Zmieniała się rola członków rodziny: ex-panie z dworków udzielały lekcji muzyki lub przyjmowały do domu, już w mieście, prace krawieckie, jeśli zaś zostały na gospodarstwie, zabiegały o jego ulepszenie.”[2]

Taka też, nielekka, była dola Zofii i Zygmunta Wendorffów, pochodzących z rodzin podupadłych finansowo i bardzo licznych. Wyczerpany i chory Zygmunt Wendorff osierocił wkrótce czteroletnią Ewę i młodszego od niej Juliana. Materialna sytuacja rodziny jeszcze się pogorszyła. Do tej pory Ewa przebywała w Mikłaszewszczyźnie koło Słucka, wsi dzierżawionej przez rodziców. Jakiś czas później siedmioletnią Ewę matka, nie mogąc zapewnić jej wykształcenia odpowiedniego dla panienki, oddała najpierw do domu dośćzamożnych krewnych we wsi Hołynce pod Słuckiem, a następnie do Boratycz, do domu Stanisława Wendorffa, bliskiego krewnego jej zmarłego męża.

Wendorffowie mieli dwie córki w wieku zbliżonym do Ewy, stąd wychowanie i nauki pobierane przez nie wydawały się najodpowiedniejsze i dla niej. Niestety, oficjalną edukację Ewa zakończyła mając lat jedenaście, a nauczywszy się muzyki i języka francuskiego, do którego wykazywała nieprzeciętne zdolności. Dowodem na to jest fakt, że gdy miała osiem lat do domu Stanisława przyjechał niejaki pan Zaręba, przywożąc ze sobą kufer książek. Jak się później okazało, były to dzieła Voltaire’a , Pope’a i Rousseau’a. Wendorff, ciekaw jakątreść te książki kryją, kazał Ewie tłumaczyć po kolei. Jak wspomina to Ewa w„Pamiętnikach z życia”, zgromadzeni przy tym goście „…nuż mię chwalić i unosić się nad gładkością tłumaczenia, którą to łatwość znaleźli tym dziwniejszą, że przedmiot filozoficzny za wysoki na moje pojęcie.”[3]

Niemniej, żądna wiedzy Ewa została skazana na samouctwo. Trzeba pamiętać, że w tym czasie „…kobiety legitymujące się wykształceniem przekraczającym przeciętne były jeszcze »uczonymi białogłowami«, na początku drugiej połowy XIX wieku żywo dyskutowano nad dopuszczeniem kobiet na wyższe uczelnie (…), procent analfabetek był wyższy niż analfabetów, liczba uczennic w szkołach niższa niż liczba uczniów.” [4]

Jak na tym tle rysowało się wykształcenie Ewy? Można stwierdzić, iż prawdopodobnie przekraczało przeciętne, ponieważ podstawową i ulubioną lekturękilkunastoletniej dziewczyny stanowiły dzieła wyżej wymienionych filozofów, literatura piękna i rozmaite prace naukowe, wszystko w języku francuskim. Niestety, nie wiadomo dokładnie, co to były za pozycje, ale można przypuszczać,że w zasadniczym stopniu ukształtowały sposób myślenia i zasób wiedzy młodego człowieka, który poświęcał im większość swego czasu przez siedem lat życia.
Jednakże sama Felińska, analizując w późniejszych latach wychowanie, które odebrała i w ogóle sposób wychowania dziewcząt w czasach jej młodości, poddała go na kartach„Pamiętników” surowej krytyce. Szczególnie bolała nad skażeniem staropolskich obyczajów przez wpływy cudzoziemskie, coraz częściej przenikające z Zachodu do najdalszych zakątków Litwy, niszczące spuściznę po praojcach, do której Ewa ustosunkowywała się z wielkim pietyzmem.

Cudzoziemszczyzna, a przede wszystkim francuszczyzna stała się wówczas klęską narodową, przyjmowana bezkrytycznie w zapomnieniu dawnych polskich obyczajów i bez świadomości, że właśnie w tradycji żyje wolny duch narodu, mimo braku granic państwowych. Ewa Felińska tę świadomość miała wpojoną od dzieciństwa, co zaowocowało później takimi, a nie innymi losami jej samej i jej rodziny.

Oczywiście, nastoletnia Ewa brała również udział w życiu towarzyskim, najpierw razem z nieco starszymi kuzynkami, a w miarę upływu lat coraz intensywniej – jako „panienka na wydaniu”. Właśnie ta epoka, a także dzieciństwo, znajdą później barwne odbicie w jej „Pamiętnikach z życia”. Uczestnictwo w balach, balikach, redutach i zabawach stanowiło sposób na wprowadzenie w świat. Ewa poznała wiele osób z ówczesnej elity litewskiej, pogłębiła swój dowcip, była osobą lubianą i cenioną w towarzystwie. Przy okazji ujawnił się jej talent do gry aktorskiej. Wraz z kilkorgiem przyjaciół namiętnie grywała w teatrze amatorskim. Oczywiście nie była to żadna formalna grupa, a jedynie kilka osób, skłonnych do dostarczania innym rozrywki w czasie zjazdów towarzyskich i czerpiących z tego przyjemność.

W roku 1811, mając osiemnaście lat, Ewa wyszła za mąż za Gerarda Felińskiego (brata Alojzego-autora hymnu „Boże, coś Polskę…” i „Barbary Radziwiłłówny”) i na zawsze opuściła Litwę, aby zamieszkać z mężem na Wołyniu. Odtąd Wołyń i Podole będą terenem jej działalności, a siedzibą i domem majątek Gerarda, Wojutyn.

W nowych warunkach i nowym otoczeniu, wśród obcej jej dotąd rodziny Felińskich, życie Ewy zmieniło się całkowicie. Dwadzieścia lat małżeństwa nie było łatwe. Z dziesięciorga dzieci czworo najstarszych zmarło wcześnie. Ewa nie miała żadnego przygotowania do zadań, które ją czekały. Trzeba pamiętać, że wychowana została jako panienka z dworku. Tymczasem z dnia na dzień stała się samodzielną gospodynią we własnym majątku. Odpowiedzialność za gospodarstwo spoczęła głównie na niej, zwłaszcza od kiedy Gerard wybrany został na deputata Sądu Głównego Wołyńskiego w Żytomierzu, którą to funkcję pełnił przez kilka kadencji z rzędu.

Młoda gospodyni umiała sobie jednak zjednać poddanych – jest to charakterystyczna cecha jej osobowości: przy całej swej skomplikowanej wewnętrznej naturze, umiała rozmawiać z każdym, czy wielkim, czy małym tak, że czuł się wysłuchany. „Przy tym w każdej potrzebie lub klęsce, włościanie udawali się do niej. Czy to budynek sięspalił, czy wół lub koń przepadł albo skradli, czy syna chcieli żenić, a nie mieli na wesele, czy jarmark nadchodził, a trzeba było jednemu kożucha, drugiemu butów, trzeciemu kosy albo siekiery, innemu krowy…”[5]napisze w „Pamiętniku” córka Ewy, Zofia, później Poniatowska.
Ksiądz Hieronim Wyczawski w monografii poświęconej arcybiskupowi Zygmuntowi Szczęsnemu Felińskiemu tak pisze o gospodarstwie Ewy:

„Ewa Felińska prowadziła dom po staropolsku niezależnie od tego, czy było to w Wujutynie, czy w Zbroszowie. Nie uznawała życia ponad stan, czym wyróżniała siędodatnio spośród wielu rodzin drobnoszlacheckich rujnujących się nieraz na wystawność wystąpień. Dążyła do jak największej samowystarczalności. Ponieważ o pieniądze było trudno, niewiele kupowano. Z wyrabianego w domu płótna i sukna z własnego lnu i wełny sporządzano bieliznę i odzież nie tylko dla służby, ale też dla własnych dzieci. W gospodarstwie pomagała Ewie dzielnie rezydująca u niej matka, Zofia Wendorffowa. Stosunek Ewy do poddanych był bardzo ludzki. Znała sytuację materialną i moralną w każdym chłopskim domu. Była sprawiedliwa w rozdziale pańszczyzny i innych tzw. daremszczyzn oraz w sądownictwie patrymonialnym. Poddani mieli do niej zaufanie i chętnie przychodzili po radę i pomoc w swoich kłopotach. Dużo serca okazywała Ewa w wypadkach losowych. A gdy przyszedł rządowy rozkaz wyznaczenia spośród poddanych rekruta, dwór ich wykupywał (…)

Raz tylko Gerard oddał w rekruty notorycznego złoczyńcę (…)

Nieocenioną dla poddanych była zwłaszcza pomoc Ewy w chorobach (…) Obeznana z dziełem słynnego lekarza niemieckiego Krzysztofa Wilhelma Hufelanda (+1836) „Sztuka przedłużania życia ludzkiego (wyd. pol. 1800/1801) przy dobrze zawsze zaopatrzonej apteczce domowej, słynęła Ewa nawet w dalszej okolicy ze swej zręczności »w leczeniu« i bywała często wzywana także do chorych w okolicznych dworach.” [6]
Dzieci w domu Felińskich wychowywane były w atmosferze religijności i patriotyzmu, w duchu karności i szacunku dla autorytetów. Aczkolwiek to Gerard dbał o to, by synowie (było ich trzech i trzy córki) pobierali stosowne nauki, jednakże niewątpliwie na ich charakterach odcisnął się codzienny wpływ silnej osobowości Ewy. Zaznaczy to zresztą w swych późniejszych zapiskach Zygmunt Szczęsny.

Opis życia Ewy Felińskiej w Wojutynie wyjaśnia, dlaczego w tym czasie nie odezwał się jej talent pisarski, który, jak widać, musiał czekać na inne, bardziej sprzyjające twórczemu skupieniu i zaangażowaniu okoliczności. Rozliczne zajęcia i obowiązki, setki ludzkich spraw do załatwienia – to wszystko musiało mieć pierwszeństwo w sercu sumiennej Ewy. Jednak nie można kategorycznie stwierdzić, że przekazywanie własnych myśli na piśmie i to nie tylko w formie korespondencji, mogło wydawać się Ewie czymś nieprzystępnym i obcym. Sama była osobą oczytaną. Znalazła się w rodzinie Felińskich. Młodo zmarła siostra Gerarda, Emilia, była poetką. Natomiast szwagier Alojzy Feliński został już uznanym autorem klasycznej tragedii „Barbara Radziwiłłówna”. Ewa odnalazła wspólny język z Alojzym. Była wdzięczną słuchaczką jego utworów, on natomiast miał zaufanie do jej sądów i liczył się ze zdaniem.

Tymczasem „…wkraczały także kobiety w działalność społeczną i polityczną.Jeszcze pod koniec wieku XVIII prawie wyłącznie były to panie, które na sprawy publiczne wpływać mogły drogami prywatnymi: faworyty lub legalne towarzyszki możnych, muzy natchnionych. Epoka romantyczna przyniosła także model inny: Joannę Żubrową, która w wojsku Księstwa Warszawskiego w męskim przebraniu dosłużyła się stopnia sierżanta, a następnie, już zdemaskowana, cieszyła sięchwałą, Emilię Plater z powstania listopadowego i im podobne (…). Bardziej wykształcone uczestniczyły również w życiu kulturalnym. Początkowo nieliczne, jak Izabela Czartoryska, czy Helena Radziwiłłowa lub Anna Jabłonowska, skupiały w swych salonach pisarzy i uczonych, inicjowały przedsięwzięcia kulturalne i protegowały artystów. Później już nie tylko damy z najwyższych rodów prowadziły liczący się społecznie salon – w dobie międzypowstaniowej i później żony wyższych urzędników, literatów, panie z rodzin zamożniejszej szlachty, jak Anna Nahwaska, Magdalena Łuszczewska, Katarzyna Lewocka, Eleonora Ziemięcka, Maria Kalergis i inne, częściowo przejęły tę rolę. Nie tylko gromadziły wokół siebie piszących, lecz coraz więcej pisały też same. Początkowo była to twórczość dla dam, opowiadania dla dzieci, drobne utwory poetyckie. W romantyzmie pojawiaćsię zaczęły ich utwory, które z założenia nie miały być literaturą tylko kobiecą, lecz literaturą powszechną. Druga połowa XIX wieku przyniosła uznanie kobiet-pisarek za równoprawne twórczynie…”[7]
Cytat powyższy oddaje doskonale „kobiecego” ducha epoki – i nie tylko kobiecego, bo przecież to nie kobiety same przyznały sobie jako pisarki równe z mężczyznami prawa, ale te prawa zostały im przyznane. Będzie to moment nadzwyczaj istotny także dla kariery pisarskiej Ewy Felińskiej, mimo iż jej droga do pisarstwa niezupełnie pokrywa się z ukazaną w owym cytacie.

Felińska nie należała do środowiska, które prowadzi salony, odsunięta z racji miejsca zamieszkania od takich ośrodków życia kulturalnego. Niemniej, obracała się wśród ludzi światłych, wśród których można było pielęgnować umiejętność myślenia i którzy taką potrzebę rozumieli. Dlatego jej talent mógł po cichu dojrzewać, by po latach się ujawnić – właśnie w epoce, gdy kobieta-pisarka stanie się „równoprawną twórczynią”. Trzeba będzie tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rzeczywiście to równouprawnienie jest pełne, czy nie jest tylko grzecznościową formą, która nakazuje oddać kobiecie tak duży szacunek, że w zamian pozbawia ją prawa do rzetelnej krytyki, która pozwoliłaby jej dziełom naprawdę zaistnieć w literackim świecie.
W roku 1829 pożar podłożony przez owego „oddanego w rekruty złoczyńcę”, o którym była wyżej mowa, poważnie uszkodził dworek w Zboroszowie i zmusił Felińskich do przeniesienia się do Wojutyna. Szczęsny Feliński napisze potem w „Paulinie” o tych czasach:
„Wiosna i lato z 1830r. zeszły nam w Wojutynie bez żadnych zasługujących na wzmiankę wypadków. W jesieni ojciec wyjechał jak zwykle do Żytomierza a w parę miesięcy później wypadki listopadowe, wstrząsnąwszy kraj cały, odbiły się też i w naszym zakątku. Z rozpoczęciem zwłaszcza wiosny okolice Wojutyna stały się widownią wojennych działań, gdyż w Łucku była główna kwatera generała Krejca, którego korpus rozciągnięty wzdłuż Styru, opanował główne na nim przeprawy.
Znaczny oddział piechoty rozłożył się obozem na skoreckich polach, o małe pół mili od naszego domu, kozacy zaś snuli się po wszystkich wioskach.. W początku marca, skoro generał Dwernicki przeszedł Bug i wkroczył na Wołyń, wszystkie konsystujące w naszych stronach rosyjskie wojska zwróciły się ku niemu, by szczupły korpus jego otoczyć i drogę mu powrotu zagrodzić. Pod Boremlem stoczona została walna bitwa (…)
Skoro huk dział rozległ się w stronie Boremla, wnet wybiegliśmy wszyscy na ogród i tam z najwynioślejszego wzgórka przysłuchiwaliśmy się z bijącym sercem tej niezwykłej dla dziecinnego ucha harmonii.” [8]

Ewa Felińska z sześciorgiem dzieci, oczekując siódmego, uciekła z majątku, leżącego na trasie przemarszu wojsk, do spalonego Zboroszowa, ale i tam za uciekającym Dwernickim pociągnęli Rosjanie. Wtedy w lasach Tobaczowskich przekroczyła granicę galicyjską. Początkowo rodzina mieszkała w pogranicznym Mikołajowie, a po przybyciu Gerarda, który zachorował na gruźlicę i musiał porzucić stanowisko sędziego w Żytomierzu, przeniosła się do Strzemilcza. Do domu wrócono późną jesienią 1831 roku. Gerard, coraz bardziej chory, a przy tym przeżywający jako osobistą klęskę niekorzystny dla Polaków obrót spraw politycznych, zmarł dziesiątego stycznia 1833 roku.

Ewa postanowiła kształcić dzieci – ta zmiana dotyczyła zwłaszcza synów – prywatnie, aby uniknąć groźby rusyfikacji. Nie było wtedy trudno o dobrych polskich nauczycieli, gdyż po kasacie (1832r.) Liceum Krzemienieckiego, którego dyrektorem był niegdyś Alojzy Feliński, wielu jego profesorów żyło z udzielania lekcji prywatnych.

Ewa wydzierżawiła Zboroszów i Wojutyn i wraz z dziećmi oraz sparaliżowaną matką przeniosła się do Krzemieńca –miasta, które nadal było ośrodkiem życia umysłowego na Wołyniu. Gromadziło się w nim najprzedniejsze towarzystwo o wysokim poziomie ideowym.

Ewa szybko nawiązała towarzyskie stosunki z wieloma wybitnymi ludźmi i znakomitymi rodzinami, które zamieszkały w tym mieście z tego samego powodu, co ona. Zaprzyjaźniła się serdecznie z Salomeą Bécu, matką Juliusza Słowackiego. Ta przyjaźń doprowadziła później do równie serdecznej między synami obu pań. Były to szczęśliwe dni w życiu Ewy Felińskiej, gdyż oprócz pomyślnego załatwienia spraw związanych z kształceniem synów, a także córek, dla których również zorganizowała lekcje, aczkolwiek w mniejszym zakresie, zyskała możliwość obcowania z wieloma światłymi ludźmi, co w całym jej życiu było ogromną przyjemnością.

Mówiąc o losach jednej rodziny, nie można zapomnieć o całej sytuacji społeczno-politycznej, warunkach historycznych, w których się one toczyły. Trzeba też wiedzieć, że Felińskim nigdy nie było obce to, co działo się dookoła. A w latach trzydziestych XIX wieku działo się bardzo wiele. Upadek powstania stał się momentem przełomowym w dziejach Polaków i wpłynął decydująco na zmiany i kształtowanie się polskiej świadomości. Społeczność polska podzieliła się na „emigrację”, skupioną przeważnie we Francji, a więc w ówczesnym centrum myśli europejskiej i na „kraj”, pod którym to określeniem rozumiano przede wszystkim Królestwo Polskie.
Na„kraj” spadły ciężkie represje polityczne. Konsekwencją tego stanu rzeczy były bardzo niebezpieczne dla umysłowego i duchowego rozwoju Polaków. Rozbita elita narodowa nie mogła w pełni działać w żadnym środowisku. Emigracja, obca wśród cudzoziemskiego otoczenia, skłonna była do zamykania się we własnym gronie, reprezentowania ograniczonych poglądów politycznych i stanowisk religijnych graniczących z sekciarstwem. Kraj pozbawiony został potencjału intelektualnego– raz z powodu emigracji najwybitniejszych jednostek, dwa – ze względu na drastycznie ograniczoną możliwość kształcenia. Przy tym działanie represyjne wyniszczało nie tylko duchowo i psychicznie, ale także po prostu fizycznie. Stąd kraj przeżywał stan „uśpienia”, braku myślowej inicjatywy.

Mimo wszystko, dzięki działalności emisariuszy, pracujących nad przekazem – przemytem wręcz –myśli, ideologii, koncepcji politycznych z zachodu na wschód, łączność między Polakami istniała. Taki stan uśpienia dotyczył nawet Królestwa Polskiego, ośrodka i centrum narodowej kultury. Daleko bardziej dotknął Ziem Zabranych. Stosunki panujące w środowisku szlacheckim, pozbawionym swojej przewodniej roli jako stan w narodzie, nie sprzyjały szczególnie błyskotliwemu rozwojowi kultury, myśli, a co za tym idzie – działalności, zmierzającej do narodowowyzwoleńczych zrywów, czy chociażby dobrze zorganizowanej pracy na rzecz niepodległości.

Rzec można, że sprawa niepodległości istotna była dla tych, którzy naprawdę ogarniali rzeczywistość szerokim spojrzeniem. Poza własnym dworkiem, czy zaściankiem, w którym już od kilku dziesięcioleci wszystko było „ostatnie” jak w Mickiewiczowskim „Panu Tadeuszu”, musieli dojrzeć całą Rzeczpospolitą – bez sztucznych rozbiorowych granic, obcych władców, z nowymi, dotąd niespotykanymi na tej ziemi stosunkami międzystanowymi. Poza tym, mieszkając na Litwie, Wołyniu, czy Podolu, łatwiej im było czuć się związanymi z tymi ziemiami, niż np. „kongresiakom”, którzy z racji swego geograficznego położenia byli w „centrum polszczyzny”. Ziemie Zabrane w tym momencie dziejowym nie były nawet jeszcze postrzegane z Królestwa (które mimo woli staje się punktem odniesienia w sprawach polskich) jako całość, jako późniejsze Kresy.

Jak mówi Jacek Kolbuszewski, „pisane wielką literą Kresy, stanowią jedyny w swoim rodzaju równoważnik nazwy geograficznej, zakresem swoim obejmujący kilka regionów, kilka krain, kilka nawet obszarów etnicznych, uznanych jednak za obszar polskiej swojskości.”[9]
Ale w ten sposób całość dawnych wschodnich ziem Rzeczypospolitej pojmować poczęto mniej więcej po upadku powstania styczniowego. Po powstaniu listopadowym osłabła w wyniku rosyjskich represji silna kulturotwórcza aktywność, która wynikała z pamięci o pełnej jedności ziem zabranych z dawną Polską. Dlatego działalność emisariuszy na tych ziemiach łatwa nie była.
Aby przesłanie ideologiczne, czy polityczne mogło się tu przyjąć, potrzeba było nie tylko iskry, która je rozpalała. Ważne było także, aby iskra ta padła na podatny grunt. W praktyce znaczyło to, że o wiele więcej zależało od determinacji i prawdziwego zaangażowania „tubylców” w sprawy niepodległościowe. Tu nie było „środowisk”, przynajmniej poza skupiskami miejskimi, były rodziny, sąsiedzi. To oni musieli przejąć od emisariusza inicjatywę, własną pracą podtrzymywać działalność. W takich sytuacjach kobiety częstokroć odnajdywały się lepiej od mężczyzn, stworzonych raczej do walki z bronią w ręku, na pierwszej linii frontu, niosącej nagłe niebezpieczeństwa, ale i bardziej widowiskowej, przynoszącej głośną chwałę.
Lata niewoli, następujące po wielkich zrywach, kreują na bohaterkę Matkę-Polkę, która swoich synów błogosławi nie na bój w otwartym polu, ale przygotowuje do samotnej walki w więziennej celi z krzywoprzysiężnym sądem.

Taki los przypadł też w udziale Ewie Felińskiej. Ale ona naprawdę była kobietą czynu. Według „Pamiętników” Szczęsnego Felińskiego, był jeszcze inny powód, oprócz kształcenia dzieci, dla którego Ewa zdecydowała się na przeniesienie do Krzemieńca. Otóż dalsze losy rodziny Felińskich splotły się ściśle ze sprawą Szymona Konarskiego. Oto jak Szczęsny Feliński o tym pisze:
„Poznanie się mojej matki z Konarskim stało się prawie przypadkowo. Będąc całkiem obcym na Wołyniu, dokąd przybył z emigracji postanowił, szukał on dawnych towarzyszów broni, aby choć czasowy przytułek znaleźć w ich domu. Jednym z takich kolegów był Walery Rząrzewski, który skorzystawszy z amnestii, wziął małą dzierżawę u jednego z cząstkowych właścicieli Wojutyna i zajął się gospodarstwem; że zaś Wojutyn leży niedaleko galicyjskiej granicy, przekradłszy się przeto w okolicy Radziwiłłowa , Konarski udał się wprost do Rząrzewskiego pod przybranym nazwiskiem Janusza Hejbowicza. Młody gospodarz, przy wielkiej prawości i patriotyzmie, nie odznaczał się niezbędną w takich razach ostrożnością, chętnie owszem dzielił się z przyjaciółmi szczęściem swym z posiadania tak dostojnego gościa. Skoro wiadomość ta doszła do uszu mojej matki, pospieszyła wnet do Rząrzewskich, by zapobiec złym następstwom niepotrzebnych gawęd. Poznawszy się z Konarskim, poradziła mu opuścić niezwłocznie Wojutyn i w najgłębszej tajemnicy udać się do Ołyki, gdzie mieszkał wówczas Jerzy Brynk, równie gorącego serca, co niezłomnego hartu patriota. Zajmował on w Radziwiłłowskim skarbie posadę głównego rachmistrza i z rodziną swoją zajmował dworek samotny, położony na kępie dookoła otoczonej stawem i wąską jedynie grobelką połączony z lądem. Było to jakby umyślnie urządzone schronisko dla kogoś, kto chciał umknąć natrętnego oka ciekawych. Rachmistrz ożeniony był z przyjaciółką lat młodych mojej matki, jej też opiece poleciła ona Janusza, Brynk zawiózł go następnie do zamieszkałego na głębokim Polesiu Rodziewicza, a to schronienie wśród niedostępnych bagien i borów stanowiło odtąd główne miejsce pobytu Konarskiego, który czyniąc częste wycieczki w różne strony kraju, wracał tu zawsze jak do niezdobytej fortecy.(…) Matka moja została zamianowana (…) sekretarką do korespondencji zagranicznej, którą prowadziła w ten sposób, iż między wierszami obojętnej treści, zwyczajnym skreślonym atramentem, pisała krochmalem to, o czym chciała zawiadomić, litery zaś występowały dopiero po zwilżeniu ich jodyną. Odległość trzymilowa od poczty i trudności komunikacyjne utrudniały niezmiernie mojej matce wywiązywanie się z obowiązku tego w Wojutynie, a że i wychowanie synów w moskiewskich szkołach wcale nie odpowiadało jej życzeniom, z całą przeto rodziną przeniosła się na stałe mieszkanie do Krzemieńca, gdzie grono dość liczne dawnych licealnych profesorów umożebniało polskie wychowanie.” [10]

Specyfika polskiej historii sprawiła, że wraz z ruchem narodowowyzwoleńczym postępował ruch emancypacyjny. Wpłynęły na to m.in. takie czynniki, jak: zmniejszenie się liczby mężczyzn w kraju po powstaniu listopadowym – w rezultacie wojny, wielkiej emigracji, wcielania do armii rosyjskiej, masowych ucieczek za kordon, nieustających zsyłek na Sybir. Doprowadziło to do zachwiania tradycyjnego podziału ról społecznych i zmusiło samotne żony, matki i siostry do podjęcia obcej im dotąd działalności. Znalazło się w niej m.in. zaangażowanie w sprawy oświaty, którą polityka władz zaborczych traktowała jako zagrażającą podstawom systemu. Skoro zlikwidowano uniwersytet, zredukowano do minimum liczbę szkół,to każda działalność na tym polu – czy to w wiejskiej szkółce, czy w kółku samokształceniowym, traktowana była jako przestępstwo polityczne. Także dążenie do podjęcia tradycyjnie kobiecych obowiązków, jak pielęgnowanie więzi rodzinnych, czy działalność charytatywna okazywały się czynami „nagannymi” gdy dotyczyły kontaktów z przebywającymi na emigracji, bądź gdy otaczano opieką więźniów i ich rodziny.

Do pierwszych kobiet, które polecono inwigilować, należały założycielki Związku Dobroczynności Patriotycznej po Domach sprawujące opiekę nad powstańcami, a następnie żołnierzami byłych Wojsk Polskich – Klementyna z Tańskich Hoffmanowa (która jednak przebywała na emigracji) i Katarzyna Sowińska, wdowa po obrońcy Woli, internowana w klasztorze i na stałe poddana dozorowi policyjnemu. To w Królestwie.

Tymczasem na Wołyniu Konarski organizował związek o nazwie Stowarzyszenie Ludu Polskiego. Naczelnym celem i zadaniem Stowarzyszenia było głoszenie wśród ludu haseł demokratycznych, szerzenie oświaty na wsi, porozumienie szlachty z włościanami, itp. Ideały te bliskie były sercu Ewy Felińskiej, toteż zaangażowała się w działalność związku. Pełniła funkcję przewodniczącej Towarzystwa Kobiecego, powstałego wewnątrz Stowarzyszenia. Jego członkinie miały za zadanie:

a) walczyć z cudzoziemszczyzną, wynaradawianiem Polaków,
b) budzić w narodzie ducha poświęcenia, chęć do pracy dla wspólnego dobra,
c) szerzyć oświatę,
d) dbać o poprawę obyczajów ,
e) rozbudzać w „niższych stanach” poczucie związku z narodem, bycia narodem,
f) wyrabiać w Polakach poczucie własnej wartości i świadomość samowystarczalności.

Panie organizowały tajne szkółki dla dzieci wiejskich i ubogich dziewcząt i same w nich uczyły.

Stworzenie tej kobiecej komórki w Stowarzyszeniu Ludu Polskiego było dziełem Ewy Felińskiej, która działała pod pseudonimem „Skała”.[11]Napisała dla Towarzystwa Kobiecego program i statut. Ewa prowadziła sekretariat SLP, przez jej ręce przechodziła niemal cała korespondencja zagraniczna Konarskiego, prowadzona m.in. z Joachimem Lelewelem. Jednym słowem, Ewa była prawą ręką emisariusza.

Poza tym, oprócz dokumentów programowych – Ustawy Towarzystwa Kobiecego i składającej się z dwudziestu sześciu artykułów tzw. Organizacji, określającej podział sprawowanych funkcji, obowiązki członkiń, porządek posiedzeń itp. – Ewa opracowała, razem z doktorem Antonim Beauperem „Ustawę Handlową”. Stawiała ona przed gronem akcjonariuszy zadanie ożywienia gospodarczego regionu i wciągnięcia młodzieży ziemiańskiej do pożytecznych zajęć na tym polu. Ta spółka akcyjna miała też stanowić kamuflaż dla działań nielegalnych.

Życie Ewy Felińskiej toczyło się w gronie rodzinnym spokojnie i można powiedzieć, że te czasy, kiedy zaangażowanie swoje dzieliła między wychowanie dzieci, a działalność związkową, należały do szczęśliwych. Jednakże pewnego lipcowego wieczoru w jej domu miał się rozpocząć straszliwy dramat. Chwile go zwiastujące wspomina Zygmunt Szczęsny Feliński w „Paulinie”:
„Na początku lipca 1838r. wyszliśmy całym rodzinnym gronem na wieczorną przechadzkę, a wdarłszy się na wierzchołek jednej z gór otaczających miasto, usiedliśmy na odłamku skały w miejscu, skąd najpiękniejszy roztaczał się widok. Wtem od strony Królewskiego Mostu dały się słyszeć monotonne dźwięki pocztowego dzwonka i wkrótce wśród kłębów gęstej kurzawy ukazała się lecąca cwałem kurierska trójka, na której widniały dwa żandarmskie mundury. To złowrogie zjawisko, bardzo jeszcze w owych czasach rzadkie, zakłóciło spokój naszej uroczej przechadzki, obudzając tysiące obaw i domysłów, co do celu przybycia błękitnych gości; nikt się z nas jednak nie spodziewał, by cios, któregośmy się obawiali, w nasze własne ugodzić miał serca. Lecz jakże boleśnie zostaliśmy zdziwieni, spostrzegłszy za powrotem dom nasz otoczony żołnierzami, na dziedzińcu zaś miejscową policję w towarzystwie świeżo na trakcie dostrzeżonych żandarmów”.[12]

Aresztowana 19 VII 1838r. znalazła się Ewa Felińska w wileńskim więzieniu, gdzie była wielokrotnie przesłuchiwana przez znanego z zamiłowania do rękoczynów i obelg prezesa Komisji Śledczej księcia Trubeckiego. Jednakże Szczęsny Feliński utrzymuje, że traktowana była poprawnie, a domagano się od niej przede wszystkim „szczerych” wyznań[13].

Jak pisze Wiktoria Śliwowska w artykule „Polskie drogi do emancypacji”[14] zaborcy skłonni byli w znacznej mierze siłę oporu podziemnej władzy przypisać Polkom. Liberalny historyk rosyjski Mikołaj Berg stereotypową Polkę w połowie XIX wieku widział jako kobietę urodziwą, dumną, kipiącą energią, istny wulkan, któremu nic i nikt nie jest w stanie się oprzeć, uosabianą przez herb Warszawy – syrenę z szablą. Wyraźnie zafascynowany kobiecym żywiołem w Polsce, twierdził, że polska niewiasta to wieczny, nieubłagany, niewyleczony spiskowiec; porównywał ją zarazem do syreny i do anioła.

Lecz Rosjanie nie poprzestali na zachwytach. Skoro dostrzegli groźbę kobiecego żywiołu, wydali mu walkę. Narzędziami w niej były wszelkie możliwe środki: internowanie w klasztorach, dozór policyjny, więzienie w twierdzach, zsyłki w głąb cesarstwa i na Sybir, drakońskie kary za noszenie żałoby narodowej itd. Wiktoria Śliwowska pisze, że na ziemiach polskich zrównanie w prawach kobiety i mężczyzny dokonało się najpierw na polu wspólnie prowadzonej walki. Oficjalnie potwierdził to car, wprowadzając w marcu 1863r. jednakowe sądy wojskowe dla „przestępców obojga płci”.

W wyniku śledztwa Ewa Felińska została uznana za jedną z najbardziej czynnych uczestniczek spisku[15]. W trakcie śledztwa usiłowała początkowo wszystkiemu zaprzeczać, bagatelizować swoją działalność. Dopiero przyparta do muru zeznaniami innych aresztowanych, z których nie każdy nadawał się na bohatera, oraz dowodami rzeczowymi, jakie stanowiły znalezione dokumenty, nie mogła się wypierać swych powiązań z Szymonem Konarskim. Postępując według zmienionej taktyki, potwierdziła to, o czym Komisji Śledczej było wiadomo i ze szczegółami opowiadała o działalności, której nikt tak naprawdę prawnie nie zakazał – o pracach charytatywnych, o szkółce dla ubogich panien, założonej w Krzemieńcu itp.

W Kijowie do dziś znajdują się oryginały zeznań Ewy Felińskiej. Jasno wynika z nich, że nie dała się w śledztwie „otumanić”, radziła sobie z podchwytliwymi pytaniami, często odpierała stawiane jej zarzuty, na wiele pytań odpowiadała po prostu „nie wiem”, „nie słyszałam”, „nie znam”, choć nie zaprzeczała faktom oczywistym. Próbowała brać na siebie całkowitą odpowiedzialność np. za autorstwo „Ustawy Handlowej”.
W rezultacie kijowski generał – gubernator Dymitrij Bibikow uznał Ewę za jedną z najbardziej czynnych uczestniczek spisku i proponował zesłać ją na Syberię z pozbawieniem praw stanu i konfiskatą majątku.
Owa utrata praw stanu – czyli przywilejów –w praktyce oznaczała zwolnienie z zakazu powszechnie stosowanej kary chłosty. Car Mikołaj I uznał jednak, że taki wyrok wymagałby postawienia Felińskiej przed sądem wojskowym, razem z pozostałymi konarszczykami, co w tych jeszcze czasach uchodziło za niewłaściwe wobec kobiet i czego obawiał się ze względu na opinię zagraniczną. Jego decyzją było wysłanie Ewy Felińskiej „na wieczne zamieszkanie” bez utraty szlachectwa, do Berezowa w guberni tobolskiej i konfiskata majątku. Wyznaczono jej na utrzymanie 500 rubli srebrnych rocznie.

Proces Konarskiego po raz pierwszy ukazał kobiety polskie w ich nowej roli: wystąpiły tym razem jako pełnoprawne partnerki oskarżonych mężczyzn i tak też zostały potraktowane przez sąd. W wyniku procesu czternaście kobiet skazano na zesłanie, a ponieważ w Kijowie i Wilnie wyroków nie zamieniano na internowanie w klasztorach, wykonano je, zwalniając tylko, ze względu na młody wiek, narzeczoną Konarskiego, Emilię Michalską. Zwolnienia Emilii dotyczyła też ostatnia przed śmiercią prośba Konarskiego.[16]

W ten sposób Ewa Felińska stała się jedną z pierwszych zesłanek za działalność w ruchu niepodległościowym. Kobiety, które wcześniej podążały na Syberię, czyniły to w ślad za swoimi mężami, czy narzeczonymi, nie będąc do tego zmuszone wskutek własnej działalności antyrządowej.

O etapie jej życia, obejmującym chwile od aresztowania, poprzez śledztwo, do wyruszenia w drogę na Syberię, nie znajdzie się wzmianek w późniejszej twórczości Ewy. Zbyt bolesny to okres, ale i zbyt niebezpieczny, by pisać o nim wprost. Jednakże we „Wspomnieniach z podróży…” będzie można odnaleźć ślady uczuć i wzruszeń związanych z tym czasem, które kłębiły się w sercu autorki, a których nie mogła, czy nie chciała wypowiedzieć.

Na zesłaniu Ewa Felińska spędziła dwa lata w Berezowie (1839 – 41) i trzy w Saratowie (1841 – 44). Okres ten opisała we „Wspomnieniach z podróży do Syberii, pobytu w Berezowie i Saratowie”.
Podróż tę odbywała najpierw własnym powozem w towarzystwie pań Wilczopolskiej i Rzążewskiej, a następnie „pocztą” (biorąc tzw. pieriekładnyje, co oznaczało konieczność przekładania bagażu na kolejne sanie, na każdej stacji pocztowej). Tu asystował podróżnym oficer. Ostatni etap wędrówki odbywał się statkiem z biegiem rzek: Irtysz i Ob.

Po drodze Ewa zatrzymała się nieco dłużej w Tobolsku, gdzie spotkała się z przebywającymi tam polskimi zesłańcami, m.in.Onufrym Pietraszkiewiczem i Sewerynem Krzyżanowskim. Wreszcie, po kilkumiesięcznej podróży, dotarła do Berezowa.

Tymczasem sześcioro dzieci Ewy Felińskiej znalazło się wraz ze sparaliżowaną babcią pod opieką siedemnastoletniej Pauliny. Dzięki staraniom tej ostatniej, trafiły one wszystkie pod opiekę życzliwych ludzi, którzy zapewnili im wychowanie i wykształcenie. Dużą rolę odegrała tu sława otaczająca ich matkę.

W pewnym sensie dzieci Ewy Felińskiej były także ofiarami, które pociągnęło za sobą wykrycie spisku Konarskiego. Co warto zaznaczyć, nie ma w późniejszych ich wspomnieniach śladu żalu do przywódcy. Zofia Poniatowska w swoim pamiętniku napisała nawet na jego temat co następuje:
„Czy on się spodziewał biedny, że każdy próg, który przestąpi będzie sierocymi łzami oblany! Tylu ojców, mężów, braci, synów, a nawet matki i córki chwytano po kolei jak jastrząb chwyta swą zdobycz, opuszczało zrozpaczone rodziny. A jednak nikt z tych, co go znali, żalu do niego nie zachował, on dobrowolnie nie zgubił nikogo, a cierpiał cierpieniem swych niewinnych wszystkich ofiar więcej, niż torturami własnymi, których mu nie szczędzono.” [17]
Rodzina Felińskich już nigdy nie zebrała się w tym samym gronie, w którym pamiętnego lipcowego wieczoru odbywała ostatnią przechadzkę.

Najstarsza córka Ewy, Paulina, za wszelką cenę pragnęła połączyć się z matką. Udało się jej tego dokonać, gdy była już mężatką.
Jej mąż, Adam Szemesz, był synem Kazimierza i Ewy z Wendorffów (jednej z owych kuzynek, które wychowywały się wraz z Ewą w Boratyczach), szlachcicem z okolic Mińska, w czasach małżeństwa z Pauliną właścicielem Boratycz. Z wykształcenia artysta – malarz, nauki pobierał u Jana Rustema. Jego artykuły na temat sztuki zamieszczały Athenaeumi Tygodnik Petersburski . Ze względu na znajomość z konarszczykami Brynkiem i Nowickim nazwisko jego przewijało się w śledztwie 1838 roku.
Chociaż nie udowodniono mu„przestępczych powiązań”, został aresztowany, a za „przechowywanie niedozwolonych wierszy i obrazę Majestatu” na rozkaz cara Mikołaja I, wysłany do Chersonia pod dozór policyjny. W tym czasie był już żonaty z Pauliną. Wiedząc, że zależy jej na połączeniu z matką, wystarał się o zgodę na wyjazd do Saratowa, gdzie Ewa przebywała, i otrzymał ją w październiku 1842 roku. Wraz z Szemeszami do Saratowa przyjechała młodsza córka Ewy, Zofia. Potem odwiedzili ją synowie: Szczęsny i młodszy – Julian.

Saratów ma klimat znacznie łagodniejszy od Berezowa i leży znacznie bliżej Litwy. Polacy w nim przebywający przyjęli Ewę serdecznie, kontakt z dziećmi ułatwił znoszenie samotności. Ewa miała za sobą całe lata tej samotności, całe lata wypełnione przebywaniem z samą sobą. Syberia sprzyjała wyciszeniu i skupieniu. Stworzyła okoliczności całkiem inne od tych, w których Ewa dotąd żyła. Jedna z nich to po prostu brak zajęcia. Sprawa niełatwa dla osoby, która dotąd tonęła w nadmiarze obowiązków.

Przez lata samotności i przymusowej bezczynności, Ewa nagromadziła w sobie zapas twórczej energii. Dopiero teraz nadeszła chwila, w której mógł zostać uwolniony jej skrywany talent – talent pisarski. Dodatkowym bodźcem do chwycenia za pióro stała się wymagająca finansowego podreperowania materialna sytuacja rodziny w Saratowie.

W 1843 roku w 27 numerze Tygodnika Petersburskiego ogłosiła (pod pseudonimem Weneranda Kokosz) artykuł „Myśli o postępie ludzkości”. Był to artykuł polemiczny, stanowiący głos w modnej wówczas dyskusji o postępie. Polemika dotyczyła twierdzenia o doskonaleniu się ludzkości przez sam upływ czasu i przejmowanie dorobku poprzednich pokoleń. Niestety, na tym zakończyła się publicystyczna działalność Ewy Felińskiej. Co prawda nie zgadzała się ona do końca z recenzją, wystawioną jej przez Ludwika Sztyrmera na łamach Tygodnika Petersburskiego [18] ,ale, jak sama napisała „Niezdolna władać piórem, opuściłam pole walki.”[19]Niemal dokładnie miesiąc wcześniej zmarła ukochana, najstarsza córka Ewy, Paulina. Znowu okoliczności życiowe ułożyły się tak, iż przeszkodziły Ewie w działalności pisarskiej.

Nie związała się też bliżej z Tygodnikiem Petersburskim[20], który od lipca 1832r. był urzędową gazetą Królestwa Polskiego. Wychodzić zaczął już w 1830 roku, pomyślany jako organ polonii petersburskiej i nawiązujący do inicjatywy Mickiewicza i Malewskiego z 1827 roku. W czasie powstania listopadowego stał się narzędziem władz carskich, całkowicie konserwatywnym i niedemokratycznym. Dla Ewy Felińskiej Tygodnik Petersburski był istotny o tyle, że na jego łamach debiutowała, a także ze względu na zamieszczane w nim recenzje późniejszych jej utworów, pisane m.in. właśnie przez Grabowskiego.
Natomiast jako pismo, ważniejsze dla niej okazało się Athenaeum, wydawane w Wilnie w latach 1841 – 51 właśnie przez Kraszewskiego, jej znajomego i sąsiada.

„Stosunki z rodziną Kraszewskich –pisała Zofia Poniatowska – w różnych epokach życia się odnawiały. Kiedy sprzedali Gródek, a kupili Hubin, było od nas trochę dalej, aleśmy zbaczały jadąc z Wojutyna do Zboroszowa, żeby ich odwiedzić. Później widywaliśmy sięw Żytomierzu, na koniec w Warszawie.”[21]
Ewa Felińska nie napisała już więcej żadnego artykułu, ale działalności pisarskiej, raz rozpoczętej, nie porzuciła. Po „Myślach o postępie ludzkości”, na zesłaniu napisała jeszcze trzy powieści obyczajowe, które ukazały się w druku po jej powrocie do kraju. Były to:

• „Hersylia” – wydana w Wilnie 1849 roku (właśnie„Hersylię” Ewa przesłała do oceny Grabowskiemu),
• „Pan Deputat” – również Wilno, 1852 rok i
• „Siostrzenica i ciotka” – 1853 rok.

Oprócz wymienionych utworów ukazały się właśnie w Athenaeum Kraszewskiego: 1847r. „Wigilia Nowego Roku” i w 1851r. „Pomyłka”.

Ideą Athenaeum było ożywienie ruchu umysłowego na wschodnich obszarach dawnej Rzeczypospolitej. Pismo starało się realizować nowoczesną formułę przeglądu naukowo –krytycznego, poświęconego problematyce krajowej. W wypowiedzi programowej deklarowało stanowisko ultrakatolickie, przeciwstawiając się zarówno myśli oświecenia, jak i nowszym prądom filozoficzno – literackim. W praktyce jednak pismo nie reprezentowało jednolitej koncepcji ideologicznej, gdyż Kraszewski świadomie prowadził na jego łamach politykę liberalną, a przy tym sam w tym czasie zmieniał, na skutek kontaktów z koterią petersburską, poglądy. W Athenaeum drukowali niemal wszyscy znaczniejsi ludzie pióra, związani z ziemiami litewsko – ruskimi. Byli to m. in.: sam redaktor, oraz Grabowski, Norwid, Rzewuski, debiutował Syrokomla, pisali Sztyrmer, Zabłocki, Żeligowski. Drukowała też Ewa Felińska.

Ponieważ wszystkie jej dotychczasowe powieści obyczajowe, które ukazywały życie kresowej szlachty po upadku Polski i między innymi jej rozkład moralny, nie cieszyły się powodzeniem, Ewa porzuciła formę powieściopisarską , a dla dalszych wypowiedzi obrała formę pamiętnika. Nie była to dla pisarki forma nowa, gdyż przecież już w Berezowie utrwalała swoje przeżycia i obserwacje w postaci pamiętnika. Wyjątki z niego Athenaeum zamieściło już w 1845 roku. Poza tym Kraszewski wydał osobno, także w Athenaeum „Wspomnienia z podróży do Syberii i pobytu w Berezowie i Saratowie” w latach 1849-50.
Wspomnienia te cieszyły się dużą popularnością wśród czytelników, toteż w 1853 roku doczekały się kolejnego wydania – w Wilnie u Zawadzkiego. Zostały też przetłumaczone na języki: angielski i duński.
Warto tu przytoczyć cytat z książki Michała Janika p.t. „Dzieje Polaków na Syberii”, pochodzącej z roku 1928, tak charakteryzujący „Wspomnienia z podróży…”:
„Jedno z pierwszych miejsc wśród pamiętnikarzy tego czasu zajmuje Ewa z Wendorfów Felińska (…) Drukując swoje pamiętniki pod cenzurą rosyjską, Felińska nie mogła szczerze się wyspowiadać ze wszystkich swoich myśli i uczuć. Ale kto umie czytać między wierszami, dostrzeże całą gorącość serca polskiego w krótkich wspomnieniach o Sewerynie Krzyżanowskim i Albinie Migurskiej (…). Z talentem pisarskim łączyło się u Felińskiej odczuwanie przyrody i duży dar spostrzegawczy. (…) Notatki jej, zarówno o naszych wygnańcach, jak i o społeczeństwie rosyjskim w Syberii i w Europie, sązawsze bardzo bystre i zajmujące. Umie też opowiadać nie bez interesu o sąsiadach Berezowa, Ostjakach, a opowiadanie przeplata przytoczeniem kilku bajek ostjackich, dających poznać charakter, obyczaje i wierzenia religijne tego ludu koczowniczego. Pamiętniki jej, spisane w formie notatek kronikarskich, nie dadzą się streścić szczegółowo, gdyż są to przeważnie ciągłe spostrzeżenia i refleksje (…) Pamiętniki Felińskiej powinny być znane każdej patriotycznej kobiecie polskiej, jako szczytny wzór godnego zawsze zachowywania się Polki w cierpieniu i wśród obcych (…) Zrozumienie bowiem na każdem miejscu i we wszystkich okolicznościach obowiązków Polki – obywatelki i idąca z tem w parze wielka dostojność życiowa – oto są zasadnicze znamiona tych zacnych wspomnień prawdziwie polskiej niewiasty i uczciwego na wskroś człowieka.”[22]

Zanim jednak utwory Ewy Felińskiej ujrzały światło dzienne na łamach aktualnie ukazującej się krajowej prasy, ona sama została ułaskawiona i mogła powrócić do kraju. Wraz z nią w 1844 roku do Kijowa powrócili: córka Zofia i maleńki wnuczek, syn Szemeszów, Paulinek. Adam Szemesz musiał pozostać w Saratowie. Zgodę na powrót w rodzinne strony, do guberni mińskiej, otrzymał w grudniu 1845 roku. Mieszkał potem w Mińsku, pod dozorem policji, której opinia o nim brzmiała: „prowadzi się nienagannie”[23]. Ciężko odchorował śmierć żony i dwuletniego synka, który zmarł jeszcze przed jego powrotem. Zakończył życie w roku 1864.

Gdy Ewie cofnięto zakaz przebywania w pogranicznych powiatach, w tym i w rodzinnym Wojutynie, powracające z zesłania panie Felińskie osiedliły się właśnie tam. Wojutyn nie został skonfiskowany przez władze carskie, gdyż jako majątek Gerarda Felińskiego nigdy nie został prawnie przepisany na Ewę i konfiskacie nie podlegał. Gospodarka, co prawda, była zrujnowana, ale ludzie pamiętali swoją panią dobrze.
Zofia Poniatowska wspomina, że„włościanie padali jej do nóg, łzami się zalewali, opowiadając swoje sieroce czasy i własne krzywdy od nie swoich panów. Zdawało się, że dzieci rodzone nie mogłyby się bardziej cieszyć z jej powrotu, przyrzekali dopomagać i tak matce jak i mnie się zdawało, że nie ma lepszych od nich dzieci na świecie. A jednak wojutyńska gromada słynęła z pijaństwa, złodziejstwa i zuchwalstwa. Jedną tylko matkę naszą szanowali i słuchali, wierzyli w jej bezstronną sprawiedliwość, wierzyli, że przed nią jak przed Bogiem nic się nie ukryje.”[24]

Szczęsny Feliński w „Paulinie” przytacza list od Ewy do najmłodszej córki Wiktorii, w którym pisze ona z kolei o swoim przyjeździe do Zboroszowa: „Byłam przed kilku dniami w Zboroszowie, pierwszy raz po moim powrocie, ale posesora nie zastałam. Chłopi przyczepili się do mnie, jak raki do mięsa, z płaczem prosząc, by ich ratować od ucisku. Tyle lat ze mną przeżyli. I płakali i cieszyli się, a mnie się serce krajało, że nie mogę nic zrobić dla nich, co bym chciała, bo środki nie pozwalają.”[25]

Gorące przyjęcie spotkało też Ewę ze strony sąsiadów, szlachty, we wszystkich dworach witano ją z szacunkiem i przyjaźnią. Między innymi znowu odnowiła stosunki z rodziną Kraszewskich.
Ponownie zaczęło się dla Ewy życie w gronie najbliższych, uszczuplonym co prawda, ale na ojczystej ziemi. Życie pełne troski i starań o środki utrzymania i wzniesienia gospodarki z ruiny. Zdarzały się w nim chwile ciężkie i szczęśliwe. Umarł mały Paulinek, obie córki powychodziły za mąż. Najstarszy syn, Alojzy, ożenił się i mieszkał z matką, dwaj młodsi pobierali nauki w seminarium duchownym.
Teraz jednak Ewa Felińska nie porzuciła już swojej działalności pisarskiej. Wolne chwile poświęcała na pisanie„Pamiętników z życia”. W roku 1856 wydana została ich pierwsza seria, obejmująca trzy tomy, w roku 1859 seria następna – dwutomowa. Obie serie zawierały wspomnienia autorki od dzieciństwa do roku 1821, czyli narodzin córki Pauliny.
Niestety, Ewa nie zdołała pociągnąćdalej nici swoich wspomnień. Po krótkiej chorobie zmarła 20 grudnia 1859 roku. Miała wtedy 66 lat.
„Dziwne to życie, co do ostatniej chwili nigdy nikomu ciężarem nie było, a wszędzie, owszem pociechę i umocnienie niosło; kto się jak ona pochlubić może, iż nieprzyjaciół i zazdrośników przy powszechnym poszanowaniu miał? Kto jak ona pod słomianą strzechą równie jak na pańskich salonach, uprzejme i życzliwe serca znajdował? Między najzacniejszymi nawet równie zacnych niewiele naliczyć można”.[26]-napisał o matce syn- Zygmunt Szczęsny Feliński, święty Arcybiskup Warszawy.

Marta Gambin-Żbik
________________________________________
[1]W popularnej literaturze dotyczącej obyczajów staropolskich i ludowych (np. Z.Kossak, Rok polski, obyczaj i wiara. PAX, Warszawa 1958 lub J.Szczypka. Kalendarz polski, PAX, Warszawa 1980) nazwa taka nie występuje. Prawdopodobnie chodzi tu o Niedzielę Palmową.
[2]Ireneusz Ihnatowicz, Antonii Mączak, Benedykt Zientara. Społeczeństwo polskie od X do XX wieku, Książka i Wiedza, Warszawa 1979, s.479.
[3] Ewa Felińska. Pamiętniki z życia, Wilno 1856, seria 1. T.I. s.193.
[4] Ireneusz Ihnatowicz. Społeczeństwo polskie… s.482.
[5] Zofia Poniatowska. Pamiętnik. Ostatnie wspomnienia matki dla najlepszych dzieci, wg rękopisu z lat 1881-1898, znajdującego się w Archiwum Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi, Warszawa, ul. Żelazna 97, s.16.
[6] Hieronim Wyczawski. Arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński, Collectanea Theologica ATK, Warszawa 1975, s.51.
[7] Ireneusz Ihnatowicz. Społeczeństwo polskie…, s.482.
[8] Zygmunt Szczęsny Feliński, Paulina córka Ewy Felińskiej, Warszawa 1996, s.44.
[9] Jacek Kolbuszewski. Kresy, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrosław 1995, s.12.
[10] Zygmunt Szczęsny Feliński.„Pamiętniki”, PAX, Warszawa 1986, s.117-118, 122.
[11]Wiktoria Śliwowska. Zesłańcy polscy w Imperium Rosyjskim w pierwszej połowie XIX wieku, Instytut Historii PAN, Warszawa 1998, s.157.
[12] Z.Sz. Feliński. Paulina… s.93 – 94.
[13] Z.Sz.Feliński. Pamiętniki… s.127, 129.
[14]Wiktoria Śliwowska. Polskie drogi do emancypacji /w:/ Losy Polaków w XIX – XX w., red. B.Grochulska, J.Skowronek, PWN, Warszawa 1987, s.211.
[15] W.Śliwowska. Zesłańcy …s.157.
[16] W.Śliwowska. Polskie drogi …s.221.
[17] Zofia Poniatowska. Pamiętnik… s 21.
[18] Ludwik Sztyrmer /w:/ Tygodnik Petersburski, Petersburg 1843, nr 27.
[19] Ewa Felińska. Wspomnienia…, T.II s.262.
[20] Patrz: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny. PWN, Warszawa 1985, T.II s.511.
[21] Zofia Poniatowska. Pamiętnik…,s.7.
[22] Michał Janik. Dzieje Polaków na Syberii, Kraków 1928, s.184-186.
[23] Wiktoria Śliwowska. Zesłańcy…, s.595.
[24] Zofia Poniatowska. Pamiętnik…, s.6.
[25] Z.Sz.Feliński. Paulina…, s.252.
[26] Z. Sz. Feliński. List do rodziny z 8 I 1860r. , Petersburg, wg kopii znajdującej się w Archiwum Sióstr Rodziny Maryi, Warszawa ul Żelazna 97.

Możliwość komentowania jest wyłączona.