Twórczość Ewy widziana oczami jej współczesnych

„Dziwne to życie, co do ostatniej chwili nigdy nikomu ciężarem nie było, a wszędzie, owszem pociechę i umocnienie niosło; kto się jak ona pochlubić może, iż nieprzyjaciół i zazdrośników przy powszechnym poszanowaniu miał? Kto jak ona pod słomianą strzechą równie jak na pańskich salonach, uprzejme i życzliwe serca znajdował? Między najzacniejszymi nawet równie zacnych niewiele naliczyć można”.

Tak napisał o ukochanej matce syn. A jaki był wizerunek Ewy Felińskiej w oczach współczesnych?
Fakt jej śmierci odnotowały następujące czasopisma: Biblioteka Warszawska (1860, T.I), Dziennik Literacki (1860, nr 9), Przegląd Poznański (1860, T.30), Gazeta Codzienna (1860, nr 21), w której nekrolog zamieścił Józef Ignacy Kraszewski.

Bardzo charakterystyczny dla wszystkich wypowiedzi o Ewie Felińskiej jest następujący fragment jego wspomnienia. Otóż, Kraszewski napisał:
„Od lat kilkunastu będąc w ścisłych przyjaźni stosunkach z ś.p. Ewą Felińską i jej rodziną, zostawujemy sąd o pisarzu innym, chcielibyśmy powiedzieć słówko o niej jako o kobiecie, matce, przyjaciółce.”

W ten sposób, ów wybitny głos literacki swojej epoki, nie zajął stanowiska w sprawie twórczości Ewy Felińskiej. Co prawda, wypowiadał się o niej pozytywnie, zarówno w listach prywatnych, jak chociażby w wyżej wymienionym nekrologu. Jednakże są to wypowiedzi, wydające się być takimi, które kieruje przyjaciel do przyjaciółki, a nie autorytet do kogoś, kto pyta go o zdanie.

Z drugiej strony, Kraszewski chętnie drukował dzieła Ewy, zwłaszcza jej „Wspomnienia z podróży…”, co świadczy o tym, że je cenił. Ale nie da się ukryć, że w tej ostatniej, niejako podsumowującej wypowiedzi, usunął się na bok. Być może oczekiwał jakiejś dyskusji nad Ewy twórczością. Faktem jest, że do żadnej takiej dyskusji nie doszło. Ostatnie wzmianki o Ewie i jej twórczości współcześni uczynili właśnie w styczniu 1860 roku, czyli miesiąc po jej śmierci. Dwa z poświęconych jej nekrologów, ten z Dziennika Literackiego i ten z Biblioteki Warszawskiej, są krótkie i zawierają jedynie wzmianki o działalności pisarskiej Ewy.

Znowu nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wzmianki te, w stylu: „zmarła znakomita autorka”, jej „wymowne pióro” , „znana w literaturze z opisu podróży do Berezowa, pamiętników i kilku powieści” , uczynione są niejako z grzeczności, usprawiedliwiają fakt zamieszczenia nekrologów, a w rzeczywistości ubarwiają jedynie życiorys polskiej matrony, która miała okazję dać się poznać w środowisku literackim. W ten sposób automatycznie, zarówno postać Felińskiej, jak i jej dzieła zostały sprowadzone do rzędu interesujących tylko dla sąsiadów i znajomych, którzy z chęcią i łezką w oku przeczytać mogli na łamach prasy wzmiankę o jeszcze jednej polskiej ziemiance, która zakończyła swój żywot.

Cóż natomiast z recenzjami samych dzieł Ewy Felińskiej?

Po pierwsze, jest ich w ogóle niewiele. Jeśli chodzi o „Wspomnienia z podróży do Syberii…”, to w epoce znajdujemy raptem trzy – z lat 1850-51, czyli ukazujące się bezpośrednio po pierwszym książkowym wydaniu dzieła (o które postarał się Kraszewski zaraz po ukończeniu druku w odcinkach na łamach Athenaeum).

Recenzja z roku 1850 zamieszczona została w 271 numerze Gazety Warszawskiej , a recenzje z roku 1851 w 12 tomie Przeglądu Poznańskiego i 2 tomie Biblioteki Warszawskiej .
Dwie ostatnie praktycznie ograniczają się do przytoczenia fragmentów „Wspomnień z podróży…”, przy czym Biblioteka Warszawska, nazywając Felińską „damą” ogranicza swoją krytykę do stwierdzenia, iż utwór jest zajmujący i że w nim redakcja widzi „najcelniejszą ozdobę Athenaeum”.

Przegląd Poznański natomiast przytacza urywek, dotyczący Seweryna Krzyżanowskiego jako tego, „co najwięcej dla sprawy naszej wycierpiał”. Tym samym osoba Felińskiej odsunięta zostaje na plan dalszy, a jej „Wspomnienia z podróży…” stają się tylko narzędziem do ukazania spraw ideowych.

Jest co prawda w Przeglądzie Poznańskim ciekawe stwierdzenie, a mianowicie:
„Jedną pozwolimy sobie zrobić autorce uwagę. Byliśmy świadkami czytania tych Wspomnień w licznem gronie rodzinnem. I starsi i młodsi z równem słuchali natężeniem. Był to festyn dla wszystkich, bo na nieszczęście tak rzadko u nas pojawia się książka, którą bezpiecznie w towarzystwie kobiet i dzieci bez opuszczeń czytać można. Dzieci, osobliwie przy obudzonej do najwyższego stopnia ciekawości i imaginacyi, każde słowo chciwie chwytały. Posuwiście szło czytanie. Zdało się, że jednym tchem cała książka odczytaną będzie. Otóż jakież musiało być nasze zdziwienie a razem i żal, gdy nadeszły miejsca, które nieprzygotowany lektor plątającym się językiem co prędzej przebiegać, lub następnie lepiej ostrzeżony całkiem przeskakiwać był przymuszonym. I już odtąd obawa psuła wrażenie do końca. Ośmielamy się więc dać autorce radę, aby podobne ustępy jak na stronie 151-159-162-174-223 – zechciała wypuścić w następnej edycyi. Nic na tym dzieło jej nie straci, a może się stać klasycznem dla młodzieży. (…) Nie godzi się naprzykład chrześcijance utrzymywać, że człowiek nie wie skąd przyszedł, ani dokąd dąży(str.60)” .

Recenzenci z Gazety Warszawskiej są w swych opiniach do przesady infantylni. O pobycie Ewy w Berezowie piszą jako o „dwóch latach w gronie kochających ją i czczących jako wyższość umysłową mieszkańców”, a talent pisarki zauważają w oddaniu „przedmiotu tak nieobfitego, jak obraz pierwotnych pojęć ludzi, który maluje ona miękkim głosem”. Blisko połowa recenzji poświęcona jest roztrząsaniu wyższości wydania książkowego nad odcinkowym, przy czym opinia tu jest całkiem rozbieżna ze zdaniem redakcji Przeglądu Poznańskiego, a obie niewiele mają wspólnego z treścią dzieła Felińskiej.

Jednym słowem, w recenzjach współczesnych o „Wspomnieniach z podróży…” nie można „Wspomnień” jako dzieła literackiego odnaleźć. Istotne jest to, że nie dotyczyła ich żadna polemika, natomiast wszyscy recenzenci potraktowali, mimo szacunku oddawanego „damie”, autorkę z góry i autorytatywnie wypowiedzieli o jej utworze swoje niezbyt głębokie, mało krytyczne, a za to wręcz krzywdząco pobłażliwe sądy.

Na tym skończyła się recepcja „Wspomnień z podróży…” w ich epoce. Stąd wynika, że aby dziś można było o nich mówić, trzeba je odkryć na nowo. Współcześni Ewie Felińskiej tych szlaków nie przetarli – wręcz zatrzasnęli przed utworem wszystkie drzwi prowadzące do ich właściwego odbioru, zawierając wszystko, co warto o nim powiedzieć w jednej gazetowej szpalcie, bądź na dwóch stronach tekstu.

Kolejnymi utworami Ewy Felińskiej były, w myśl rady udzielonej jej przez Ludwika Sztyrmera, powieści obyczajowe.

Odbicie w prasie znalazła tylko pierwsza z nich, a mianowicie „Hersylia”. Kolejne: „Pan Deputat” i „Siostrzenica i ciotka”, a także drukowane w Athenaeum: „Wigilia Nowego Roku” i „Pomyłka” nie doczekały się takiego echa. Przypuszczać należy, że nie spotkały się także z żywym przyjęciem czytelników. Wniosek taki można wysnuć z faktu, że Ewa Felińska zaprzestała pisania powieści w ogóle.

Są to powieści obyczajowe i dotyczą szlachty z Ziem Zabranych, w szczególności smutnej strony jej egzystencji – moralnego rozkładu, upadku życia rodzinnego i społecznego. Nie da się ukryć, że dla współczesnych autorce tematyka ta nie była pociągająca, a Ewa podjęła ją, gdyż tak jak wszystko, co robiła, także i pisarstwo traktowała jako dziedzinę, w której przekazywać trzeba to, co nurtuje serce.

Jeśli chodzi o przyjęcie, z jakim spotkała się „Hersylia”, to było ono skrajnie zróżnicowane. M. Grabowski, czołowy krytyk Tygodnika Petersburskiego, wypowiedział się o niej następująco:
„Powieść »Hersylia« (…) tak jak czytaliśmy ją w rękopisie, potrzebowała tylko pewnego zżęcia stylu, wyrzucenia opisów powszednich, ażeby zostać jednym z piękniejszych utworów naszej literatury.”

Z kolei recenzenci Gazety Warszawskiej napisali:
„Oceniając powieść pani Felińskiej, dalecy jesteśmy od przyznania autorce wysokiego talentu, żywej przenikliwości umysłu i giętkości wyobraźni”. Po tej ocenie następuje całkowita i bezlitosna krytyka powieści, osłodzona kilkoma pochlebnymi zdaniami na temat prostoty i serdeczności autorki. Zastanawiać może tylko sam początek tej recenzji: „Dla mieszkańców zaniemeńskich i zabużańskich, imię autorki »Hersylii« stało się już rękojmią pewną, że cokolwiek ukaże się pod niem, nacechowane będzie sumiennością, uczuciem i najszlachetniejszem dążeniem. Dla nas przekonanie sąsiadów nie zawsze bywa zasadą do podziału opinii. Jakiś czas było inaczej dopóki dowody łatwowierności i lekkości sądów tamecznych autorów i krytyków nie zmusiły nas do sprawdzania wyroków zza Niemna i Buga przychodzących (…) Przyzwyczaili się i czytelnicy i autorowie za Niemnem i Bugiem żartować z krytyki warszawskiej…” .

Podobna w swej wymowie, choć abstrahująca od „regionalnych nacjonalizmów” jest recenzja krytyka ukrytego pod inicjałami J.R.S. z Biblioteki Warszawskiej, a kończąca się słowami: „W ogóle, zawód powieściopisarski, nie zdaje się nam być szczęśliwie, jak widzimy, wybranym przez autorkę »Hersylii« zawodem”.

Znowu nieodparcie nasuwa się wniosek, że recenzenci z różnych regionów kraju traktowali wymianę zdań na temat omawianych utworów jako okazję do osobistych potyczek i przepychanek. Dzisiaj, po latach, można by całkiem „na świeżo” podejść do tej grupy utworów Ewy Felińskiej i przeanalizować je pod kątem epoki, porównując z innymi, równolegle powstałymi tekstami, odrzucając uprzedzenia współczesnych. Taka analiza, przeprowadzona powierzchownie, niewątpliwie zuboży wartość powieści Ewy Felińskiej lub całkowicie zafałszuje ich odbiór. Dlatego tym utworom, bez względu na efekt końcowy, należy się ponowne odczytanie i postawienie w odpowiednim miejscu w hierarchii tekstów literackich epoki, jakiekolwiek by ono nie było.

Dziełem niedokończonym Ewy Felińskiej, którego powstanie przerwała śmierć autorki, są jej „Pamiętniki z życia”.

„Pamiętniki z życia” Felińska zaczęła pisać ze względu na prośby dzieci i dla nich je przeznaczyła, pisząc: „Te wspomnienia będą wam może miłe, o ile miły portret ojca lub dziada zawieszony na ścianach komnaty”.

Pierwsze trzy tomy „Pamiętników z życia”, obejmujące lata 1773 – 1821 (tu niestety się urywające) Ewa ukończyła w początkach roku 1855. Do udania się z nimi do drukarni Zawadzkiego w Wilnie, w której dotychczas drukowane były wszystkie jej utwory, zmusiły autorkę ciężkie warunki materialne. Na prośbę Zawadzkiego, Felińska przedstawiła „Pamiętniki z życia” do oceny Kraszewskiemu, pisząc do niego m. in. „…wolę od Pana, którego szczerze szanuję, posłyszeć słowo prawdy i skorzystać z niego, niż słuchać potem publiczne gwizdanie publiczności, nieszczędzące mojej miłości własnej. A mam już doświadczenie na moich powieściach, że ten sąd niepochlebny trochę drażni.”

Opinia Kraszewskiego o „Pamiętnikach z życia” okazała się jak najbardziej pochlebna. Stwierdził, że ta książka, podobnie do „Wspomnień z podróży…”
„…będzie mieć trwały zbyt niepospieszny ale za to pewny, rozejdzie się do ostatka. Jest to dobry obraz czasów mało znanych, malutki, ale świeży i ekstra prawdziwy.”

Tym razem rzeczywiście pisarka z drżeniem serca oczekująca przyjęcia swego dzieła w świecie, mogła odetchnąć z ulgą. Opinie płynące ze wszystkich stron Polski były zbieżne i chociaż każdy z recenzentów chciałby wyczytać coś więcej w „Pamiętnikach z życia”, niż zawarła w nich autorka, to ogólnie rzecz biorąc, opinia współczesnych zamykała się w stwierdzeniach:

„Obok niewinnej (…) rozrywki nastręczają one wiele nieobojętnych rysów do obrazu epoki i niejeden ciekawy sekrecik obyczajowy, którego szukalibyśmy na próżno w pamiętnikach poważnej treści (…) odsłania się nam dopiero z tych naiwnych opowiadań panienki tamtoczesnej.”

„…familijnym wspomnieniom Felińskiej wyższe dałbym miejsce nad niejedne okrzyczane Pamiętniki, co oratorskim tonem odkrywają nam rzeczy dawno i szczegółowo odkryte…”

Tak pisali krytycy galicyjscy. Warszawscy stwierdzili:
„….niewątpimy, że pamiętniki p. Ewy Felińskiej, tchnące spokojem i religijnem przywiązaniem do cnót domowych równie dobre przyjęcie znajdą jak Wspomnienia jej z Saratowa i Syberii” , a krytyk podpisujący się „Wacław P.” w Gazecie Warszawskiej nazywa je „milutkim dziełkiem”.

Wszystkie recenzje są życzliwe i wszyscy recenzenci ( z wyjątkiem Kraszewskiego) coś by w „Pamiętnikach z życia” poprawili, wszyscy oddają szacunek damie i z pobłażliwością zastanawiają się, jak tak trafne obrazy rzeczywistości i charakterystyki ludzi wyjść mogły spod ręki kobiety, stawiając ją za przykład „poważnym twórcom”.

Zapewne „Pamiętniki z życia” Ewy Felińskiej czytane były w epoce przez inne równie poważne i szacowne damy, a także w kółkach rodzinnych . Później jednak, burzliwa historia i wciąż wysuwające się na pierwszy plan coraz to nowe wydarzenia, usunęły w cień „Pamiętniki z życia” wraz z opisem tego, co na Litwie ostatnie – jak w Mickiewiczowskim „Panu Tadeuszu” (Stanisław Pigoń w opracowaniu „Pana Tadeusza” często wyjaśnia pewne zjawiska obyczajowe, odnosząc się do „Pamiętników z życia” Ewy Felińskiej).

Dziś również warto byłoby odczytać „Pamiętniki z życia” na nowo, spopularyzować je jako barwny obraz przełomu XVIII i XIX wieku, widzianego z prowincji. W ten sposób powoli uzupełniałby się obraz polskiej historii, widziany oczami współczesnych.

Marta Gambin-Żbik

Możliwość komentowania jest wyłączona.