Ewa, inni zesłańcy, inne wspomnienia…

Na czym polega różnica?

Większość zesłańców to ludzie bardzo młodzi, nie pozostawiający w kraju rodzin, za które ponosili odpowiedzialność. Tymczasem Ewa Felińska była już kobietą dojrzałą, której sześcioro dzieci miało w najbliższej przyszłości rozproszyć się wśród znajomych i już nigdy nie połączyć w pełną rodzinę. Między słowami pozornie malującymi tylko grozę krajobrazu, czyta się dramatyczną opowieść o wielkim bólu matki – zesłanki .
Ewa Felińska bardzo dokładnie opisuje to co JEST. Zajmuje ją każdy kilometr mijanych ziem, każdy szczegół wozu, sań. Czyni trafne charakterystyki otaczających ją obcych ludzi. Zdumiewa fakt, że w swoim wielkim nieszczęściu ma ochotę i siłę skupiać swoją uwagę na takich drobiazgach. Ale prawda jest taka, że ona musi koncentrować się na tym co JEST. Dlaczego? Dlatego, że to, co BYŁO jest jedną wielką raną, o której pisać nie sposób.
Wielkiego hartu ducha tej kobiety dowodzi owa jasność i rzeczowość jej stylu, języka i dokonywanych spostrzeżeń. Ewa nie zajmuje się także tym co BĘDZIE. Tylko od czasu do czasu krótkie westchnienie wplata się w ciąg jej opowieści. To westchnienie jest wielką modlitwą, błaganiem Boga, by jeszcze kiedykolwiek pozwolił jej ujrzeć dzieci. Przyszłość jest wielka niewiadomą. Ta straszna niewiedza pomnażana jest jeszcze przez niewiedzę, która przeżywają pozostawieni daleko najbliżsi. A przecież, oprócz coraz bardziej pogłębiającej się rozpaczy rozłąki, zesłanie niesie całe mnóstwo rozmaitych niebezpieczeństw. Będą się one stopniowo ujawniały i wszystkie Ewa skrzętnie odnotuje: zdradliwe nurty rzeki, dzikie zwierzęta, obcy źli ludzie. A oprócz tych namacalnych wrogów, zesłaniec ma jeszcze innych. Są nimi nieubłagany czas i samotność.
Dla kobiety – zesłanki czas był wrogi podwójnie. Ewa Felińska jako pierwsza mogła to dokładnie odczuć. Przede wszystkim – czas upływa. Wraz z nim ucieka reszta młodości. Siła i energia, które poświęcone by zostały wychowaniu najmłodszych, kilkuletnich dzieci, stygnąć muszą wśród mrozu, jałowo i bezowocnie. Srogi syberyjski klimat odbiera nieprzyzwyczajonej do niego kobiecie urodę. Tego Ewa wprost nie napisze, ale z właściwym sobie spokojem i równowagą opowiadać będzie o walce z odmarzającymi policzkami i puchnącymi nogami. Czas jej życia ucieka zbyt szybko, ten czas, w którym nie widzi swoich bliskich, a o dojrzewaniu dzieci świadczą tylko ich, coraz sprawniejszą ręką pisane listy – tak jak w Berezowie, w którym Ewa Felińska spędziła dwa lata (1839 – 41).
Poczta przychodziła co trzy tygodnie, jeśli rzeki nie były właśnie skute lodem. Listy przynosiły Ewie wieści o tym, że jej dzieci znalazły na opiekunów ludzi, którzy zadbają o ich wykształcenie i towarzyskie obycie, z listu dowiedziała się o ślubie córki Pauliny. Lecz nie była to wiadomość niespodziewana, tak samo jak owe listy nie były zwykłą wymianą informacji. Już kilka miesięcy przed planowanym ślubem odbywały się istne pisemne debaty pomiędzy wszystkimi zainteresowanymi. Przytacza je w skrócie Zygmunt Szczęsny Feliński w książce „Paulina”. Takie już były losy rodziny Felińskich, że chyba najwięcej rozmów stoczyli na papierze. Pisali o wszystkim, a ich listy same w sobie są prawdziwymi dziełami sztuki: dowcipne, choć poruszające kwestie najwyższej wagi, sprawiające wrażenie rozmowy z żywym człowiekiem.
Jest też inny CZAS, który wlecze się niemiłosiernie. To czas spędzany samotnie. Czas dany jej i tylko jej do zagospodarowania. Ten czas, który mężczyźni – zesłańcy spożytkowywali na podróże, badania naukowe, czy działalność gospodarczą. Ewa jako kobieta nie ma tych możliwości. Znowu musi przecierać szlaki. Być może te w czasie są nawet trudniejsze do przejścia, niż te w przestrzeni.. Dlatego „Wspomnienia z podróży…” Ewy Felińskiej różnią się od wspomnień męskich. Chociażby od tych pisanych przez Eugeniusza Żmijewskiego, zesłanego w tym samym co Ewa, 1839 roku, i za tę samą co ona sprawę.
Jego „Sceny z życia koczowniczego” (1859 – 1862) oraz drukowane w warszawskim czasopiśmie „Wiek” urywki wspomnień pt. „Daurja. Z moich wspomnień. Żegluga po Lenie i podróż po puszczach olkmińskich” (1883) to fascynujące lektury podróżnicze, pozbawione obrazu smutnego życia w niewoli i tęsknoty za krajem. Autor w nowelistycznej formie ukazał zwyczaje tubylców, ale także życie poszukiwaczy złota, które znał z własnego doświadczenia. W tym środowisku zahartowanych i odważnych ludzi znalazł się po zwolnieniu z katorgi nerczyńskiej. Na dalszy plan odsunął opisywanie spraw tragicznych. Wykreował nowego bohatera – typ twardego Polaka, zaradnego i przedsiębiorczego bez względu na śniegi i bagna Syberii. Takie ujęcie problematyki sprawiło, że wspomnienia Żmijewskiego zostały z czasem całkowicie zaczytane przez tych, którzy w kraju opłakiwali bliskich przez los rzuconych za Ural.
Takie wspomnienia mógł Żmijewski po sobie pozostawić, gdyż w pełni wykorzystał wszystkie możliwości posmakowania prawdziwej przygody, których przecież silnym mężczyznom Syberia dostarczała mnóstwo. W jego przypadku czas działał na korzyść zesłańca, który zdołał wyzwolić nie tylko swego ducha, ale i chęci tak, by służyły jego zainteresowaniom.
Podobnie rzecz się miała z zesłanym blisko 40 lat później niż Żmijewski, ale reprezentującym zupełnie inny typ człowieka, Adamem Szymańskim. Początkowo trudno byłoby nazwać Szymańskiego „silnym mężczyzną”. Po procesie zapadł na ciężkie zapalenie płuc, a wszelkie starania o przeniesienie go z brudnej celi więziennej do ogrzanego pomieszczenia nie dały rezultatu. Jego śmierć była przesądzona. Wtedy Szymański, nie chcąc umierać w więzieniu, zdobył się na piękny akt, świadczący dobitnie o polskim poczuciu wolności i godności. Poprosił o kontynuowanie drogi w głąb Syberii, do Irkucka, który był przeznaczonym mu miejscem bezterminowego pobytu. I w więziennej kibitce, można otwarcie powiedzieć, stał się cud. Czy była to zasługa idealnie czystego powietrza, czy może radość młodego człowieka z namiastki wolności – nie wiadomo. Do Irkucka Szymański przybył zdrów.
Dalsze jego dzieje obrazują różnicę losów zesłanego młodego człowieka w porównaniu z wywiezioną z kraju kobietą – matką. W Irkucku Szymański ożenił się z rosyjską zesłanką. W ten sposób jego świat zcentralizował się na zesłaniu. Nieosiągalny kraj był tłem dla wspomnień, a powrót doń bardziej sprawą nostalgii i honoru, niż uczucia do żywych ludzi. Dlatego w jego „Szkicach” nie będzie tego dramatycznego rozdwojenia, zawieszenia między Syberią a pozostawionym domem, które można odnaleźć u Ewy Felińskiej. Jego syberyjskie zajęcia nie będą „przeklętą sprawą”, którą trzeba pozostawić za sobą i jak najszybciej o niej zapomnieć. Szymański zajmował się etnografią Jakutów i po powrocie z zesłania zajęcia tego nie zaniechał i nie porzucił zainteresowań. Mieszkając w Irkucku, uzupełniał swą wiedzę etnograficzną, przez co orientował się, które z zagadnień należy lepiej przebadać w terenie, które zaś inni, podobni mu badacze, dostatecznie już opisali. Część z tych obserwacji opublikował w czasopismach rosyjskich, część istnieje tylko w rękopisie.
Działalność literacka Szymańskiego, jego „Szkice”, narodziły się jakby na uboczu. Musiał je napisać, gdyż czuł się świadkiem wielu serc, które przekazywały to samo co on.
„Szkice (…) stały się własnością całego narodu, a jeszcze i dzisiaj, kiedy Sybir stał się dla nas już legendą, obiektem dziejopisarskim lub wizją artystyczną, czyta się je z wielkim zainteresowaniem. Autor ich nie był bowiem (jak pisze w słowie wstępnym do tego dzieła A. Grzymała – Siedlecki) beletrystą profesjonalnym. I „Szkice” jego powstały niewątpliwie nie jako zamiar literacki. Nie o wartości artystyczne mu chodziło w pierwszym rzędzie, lecz o danie świadectwa prawdzie. Napisać je musiał jak musi się wyznać to, co przepełnia nasze poczucie sprawiedliwości.” Dzieła Szymańskiego są głosem na temat Sybiru. Nie są wyrazem uczucia dominującego w jego życiu, życia niejako podsumowaniem. Inaczej rzecz się ma ze „Wspomnieniami z podróży…” Ewy Felińskiej. Autorka sama napisze w krótkim wstępie do „Dziennika spisanego w Berezowie”:
„Chcąc skreślić dobrze fizjonomię kraju, a nade wszystko dać poznać życie i obyczaje mieszkańców tej krainy mało znajomej, zdało mi się, że najlepiej to dokonać potrafię, zachowując kształt dziennika, robiąc czytelnika powiernikiem wrażeń, jakie sama odbierałam, prowadząc go za sobą, tak po samotnych przechadzkach, jak po balikach, lub jurtach Ostiackich.
Maleńki kącik ziemi, gdzie życie dla kobiety w moim wieku i położeniu, musiało się zaokrąglić, w bardzo małem kółku, wiem, że nie nastręcza wiele rozmaitości, nie ma czem rozniecić ciekawości; proszę więc wcześnie o pobłażliwość. Z mojej strony, brak ciekawych wypadków, zajmujących obrazów, będę się starała nagrodzić wiernością opowiadań, nie pozwalając sobie żadnej przesady, żadnych faktów podrobionych (…).”
Można by powiedzieć, że dokonywane przez nią obserwacje nie były na tyle cenne i oryginalne, by uczynić jej dzieło niezapomnianym. Jako starsza, schorowana kobieta, a w dodatku Polka i zesłanka, nie miała możliwości prowadzenia prawdziwych badań. Jej obserwacje, aczkolwiek wiarygodne, należało by jednak traktować jako zbiór ciekawostek.
Mimowolnie nasuwa się jednak pytanie, cóż zatem ma stanowić o niezniszczalnej wartości dzieła Ewy Felińskiej ?
Chyba przede wszystkim prawda – prawda o losie kobiety, która potrafi jednak dać sobie radę na Syberii. Z każdej stronicy „Wspomnień z podróży…” przebija nadzieja – ta cnota, której nie jest w stanie zniszczyć ani ten, kto oderwał ją od rodziny, ani tragiczne warunki życia.
Czas na zesłaniu porównać można do syberyjskich rzek. Płynąc tak jak one, porywa ze swoim prądem zesłańca i wiedzie tam, gdzie wyznaczono mu miejsce – coraz dalej od tego, co kochał do tej pory, w zimne i coraz bardziej puste krainy. Ale na miejscu przeznaczenia ów czas zatrzymuje się i znów jest jak rzeka – tym razem oglądana z brzegu, z którego nie ma możliwości uciec – niby płynie, zmienia się, a jednocześnie tylko przepływa obok, nic z siebie nie dając, w żadną stronę nie niosąc.
Tak jak wszyscy zesłańcy, Ewa Felińska musi sobie radzić z czasem, który nie chce upływać. I znowu – wszelkie kobiece robótki, których się ima, towarzyskie wizyty, nie przynoszą zadowolenia. Wędrówki wokół osady są tylko namiastką tych możliwości, które otwierają się przed mężczyznami. Ale ona, pogrążona w swoim bólu, a jednocześnie wciąż z nim walcząca, nie szuka rozrywek. Jakiekolwiek awanturnicze przygody, skomplikowane badania, czy wtapianie się w życie tubylców, są jej niedostępne. A mimo to, jej dar spostrzegania i otwarty umysł sprawiają, że konkretne fakty, które zamieszcza we „Wspomnieniach z podróży” mają oprócz literackiej, wartość także naukową.
Ewa z jednakową swobodą opowiada o miastach, mijanych na zesłańczym szlaku, jak i o życiu w Berezowie. Relacje owe przeplata charakterystyką wierzeń i obyczajów ostiackich, włącza do tekstu informacje o stosunku ludności tubylczej do Rosjan, przytacza bajki Ostiaków , potrafi zachwycić się przyrodą Syberii i nastrojami, które ona wywołuje. Nie są to przy tym opisy literackie, a reporterskie, w dzisiejszym tego słowa znaczeniu.
Antoni Kuczyński z Uniwersytetu Wrocławskiego twierdzi, że materiał faktograficzny, zawarty we „Wspomnieniach z podróży”, jest istotny dla historyków i etnografów. W „Polskim opisaniu świata” pisze on krótko, że „pamiętnik ten jest ciekawym źródłem etnograficznym, dotyczącym tubylców syberyjskich – Chantów i Nieńców oraz ludności rosyjskiej Berezowa i okolic, a także Saratowa.”
W dziele Ewy Felińskiej obserwacje życia są szczegółowe, a zwyczajów – obiektywne i krytyczne. Czytelnik może mieć zaufanie do autorki, która relacjonując fakty, jednocześnie dokonuje ich nieustannej analizy. Analizy na tyle właśnie wnikliwej, na ile pozwalają jej możliwości w sytuacji, bądź co bądź, ograniczającej swobodę badawczą. Ale Ewa Felińska nie mieni się badaczem. Ona jest po prostu obserwatorką, która po części z braku innego zajęcia, a po części z chęci podzielenia się z innymi ciekawostkami, które nie każdemu jest dane oglądać, jasno i treściwie opisuje to, co widzi. Na tym polega urok jej wspomnień: obok jadłospisu gospodarza zesłanki czytelnik może znaleźć dogłębny i fachowy opis wydobywania soli ze słonych jezior.
Któryż badacz w swoim naukowym dziele opisywałby przykrości związane z uświadomieniem sobie, co to znaczy, że o pewnej porze roku mieszkańcy Berezowa jedzą tylko „kwaśne kaczki” ?
„Głód nie jest wykwintny. Myślałam, że to kaczki z jakąś kwaśną przyprawą, a głód pogodzi się z każdym smakiem, byle pokarm był pożywny. (…) z wielkiem mojem zmartwieniem objaśniono mi, że kwaśne, jest to wyraz zgrzeczniony na oznaczenie śmierdzącego mięsa. Taka zaprawa przechodziła siłę naszego żołądka: nie było więc sposobu; trzeba było pójść spać na głodno, na przekór żołądkowi, który bardzo się oburzał na to postanowienie.”

Marta Gambin-Żbik

Możliwość komentowania jest wyłączona.